Cmentarz w miniaturach czyli pierwsze kroki na Islandii

Odkąd pamiętam, zawsze bardzo lubiłam cmentarze – miejsca przepełnione tajemniczym urokiem, gdzie w ciszy i spokoju można poczuć, że dotyka się historii – dlatego odwiedzam je gdziekolwiek jestem, próbując uchwycić ich indywidualny charakter. Każdy jest inny. Jedne przypominają park z uporządkowanymi alejkami, w innych można się poczuć, jak w tajemniczym ogrodzie, a niektóre to gruzy świata, którego już nie ma. Dla mnie wszystkie są niezwykłe i takie hm… filmowe.

Najstarszą islandzką nekropolię miałam okazję poznać nieco lepiej, ponieważ w ramach wolontariatu wykonywałam tam prace porządkowe. Mając w pamięci nagrobki odwiedzane w Polsce, trudno sobie wyobrazić, jak wiele pracy czekało mnie i moich kolegów. Co prawda, duża część tego cmentarza jest już uporządkowana, ale znaczna większość terenu, mimo równych alejek, wygląda raczej dziko. Stare groby to zazwyczaj kwatera porośnięta chwastami z wmurowaną tablicą, na której trudno odczytać nazwiska czy daty, ponieważ od lat pokrywa ją mech. Najczęściej nagrobki ogrodzone są niziutkim murkiem lub jakimś płotkiem. Uzbrojeni w motyki (w Krakowie mówi się raczej kopaczka) i grabie ruszyliśmy plewić, grabić – przywracać dawny blask.

Byłam ogrodnikiem na cmentarzu – tak mogłaby się zaczynać książka, a nie wstęp do kilku fotografii, bo – jak mówi stare chińskie przysłowie – „Jeśli chcesz być szczęśliwy jeden dzień – upij się. Jeśli chcesz być szczęśliwy przez rok – ożeń się. Jeśli chcesz przez całe życie być szczęśliwy – załóż sobie ogród.” A czy można sobie wyobrazić lepsze miejsce do szukania równowagi i wewnętrznego spokoju? Pewno można, ale ja szukałam tam, na cmentarzu. Choć minęło sporo czasu, a ja jestem już gdzie indziej, i nadal szukam równowagi, to chciałam wam pokazać coś, co wtedy zwróciło moją uwagę – mikroświat nagrobnych figurek.

Podobnie jak w Polsce czy wielu innych krajach – na grobach, w których pochowano dzieci, umieszcza się aniołki. Jak widzicie, mimo widocznego upływu czasu są nadal piękne. Jakby żyły własnym życiem – trochę jak elfy w cmentarnym lesie.

Nieco zaskoczyły mnie ptaszki, kotki i inne zwierzątka.

A rozbawiły krasnale ogrodowe, których nigdy nie spodziewałabym się zobaczyć na żadnym grobie. Ale właściwie, czemu nie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *